Monika Laprus - Hej

Nie jestem coachem. Nie skończyłam studiów z psychologii ani żadnych innych, które dałyby mi naukowe podstawy pod to, o czym piszę. Ba, skończone przeze mnie studia nie mają nawet nic wspólnego z wykonywanym przeze mnie zawodem! Po prostu pewnego dnia postanowiłam, że zacznę rysować komiksy. A do tego potrzeba było czegoś więcej, niż sama umiejętność rysowania. I o tym chciałabym pisać – o podsatwach, planowaniu i ogarnianiu. Chociaż z tym ogarnięciem się też różnie bywa.

Rysowanie komiksu – jak planuję

I fajnie – mamy już omówiony nawyk codziennej pracy. Dzięki temu, niezależnie od tego, czy mam dobry dzień, czy może wstałam lewą nogą, mogę spokojnie zasiadać do pracy. To ogromny i ważny krok, ale niewystarczający, by skutecznie realizować cel, jakim jest narysowanie komiksu.

Rok temu dostałam pierwszy scenariusz do zilustrowania. Usiadłam nad nim, przeczytałam… I pomyślałam sobie, że dobra, to jest to. Czas działać! Narysowanie 36 stron? No, może na sam początek przygody z komercyjnymi zleceniami jest to dość wysoko postawiona poprzeczka… Ale co tam.

I tak rysowałam, rysowałam i rysowałam… Minęło kilka dni, a ja wciąż dziergałam każdy kamyczek, mozolnie stawiałam linie na kolejnych kadrach. Po ponad tygodniu miałam pierwszą stronę! Hurra! No to zostało jeszcze 35.

Czytaj dalej

Rysowanie komiksu – jak się (nie)motywuję?

Masz już scenariusz – swój własny lub od scenarzysty. Albo po prostu pomysł w głowie i zarys fabuły. Siadasz nakręcony przed kartką (lub tabletem) i zaczynasz rysować. Poziom motywacji sięga gwiazd, swoją energią mógłbyś zasilić całe osiedle, jesteś podekscytowany jak kot na widok pustego pudełka. Rozplanowujesz i rysujesz jedną stronę dzień, czy dwa (lub więcej). A potem następną. I następną.

I końca ciągle nie widać. Zapał, który dodawał sił przez ostatnie kilka dni lub tygodni gaśnie. Co się stało z naszą motywacją? Czemu ta niebiańska istota, która objawiła się nam niedawno w słonecznym blasku, niosąc wenę i natchnienie, już się nie pojawia?

Czytaj dalej